Szowinista w filmach komediowych: analiza stereotypów i humoru

Spis treści
Szowinista w komediach to postać z definicji przerysowana – humor bierze się właśnie z wyolbrzymienia toksycznych zachowań, nie z ich subtelnego przedstawienia. Twórcy filmowi sięgają po karykaturę, żeby zdemaskować i wyśmiać pogardę wobec kobiet, nadmierną pewność siebie czy przekonanie o wyższości mężczyzn. Komizm sytuacyjny rodzi się z konfrontacji szowinisty w filmach z rzeczywistością, która bezlitośnie obnaża jego ograniczenia.
Jednym z ulubionych zabiegów jest odwrócenie ról. W filmie „Nie jestem łatwy" (2018) szowinistyczny mężczyzna budzi się w ciele kobiety i nagle jego przekonania oraz przywileje zostają wystawione na ekstremalną próbę. Sam staje się obiektem drwin i nieporozumień, które wcześniej stosował wobec innych. Widzisz wtedy absurdalność stereotypów z zupełnie nowej perspektywy – i trudno się od tego dystansu uwolnić.
Ciekawszym, bo bardziej kontrowersyjnym przykładem jest polska „Seksmisja" (1983). Szowinista zostaje tu ukazany przez pryzmat świata, w którym mężczyźni są ofiarami, a kobiety – opresyjnymi dyktatorkami. Krytycy feministyczni zarzucają filmowi mizoginię i antyfeminizm, widząc w nim przedstawienie kobiet jako istot gorszych, nieudolnych i mściwych. Reżyser Juliusz Machulski odpierał te zarzuty, twierdząc, że film to satyra na system totalitarny, a nie na kobiety. Niezależnie od intencji humor opiera się na szowinistycznym stereotypie – i dla części widzów pozostaje nim do dziś.
W komediach szowinista pojawia się też jako tak zwana „świnia męska" – postać wymagająca od kobiety służenia mu, publicznie drapiąca się po jądrach i umniejszająca kobiece kompetencje. Przykładem jest „Wilk z Wall Street", gdzie główny bohater prezentuje ten rodzaj szowinizmu w sposób tak przerysowany, że zachowania stają się śmieszne. Jednocześnie zmuszają widzów do krytycznego spojrzenia na te postawy. Twórcy używają szowinizmu jako punktu wyjścia do historii o przemianie bohatera – przez co staje się on narzędziem do pokazania, ile szkody robią takie uprzedzenia. Wiele szowinista żarty opiera się właśnie na tym przerysowaniu.
Najlepsze filmy komediowe o szowinistach
Trzy klasyczne komedie o szowinistach to „Giganciki" (1994), „Ich własna liga" (1992) i „Mój szofer" (1986). Każda z nich czerpie humor z męskiego egoizmu, ale robi to inaczej – od ostrej satyry po karykaturalne odwrócenie ról.
„Giganciki" (1994) to komedia sportowa, w której Danny O'Shea żyje w cieniu słynnego brata. Bohater jest klasycznym przykładem faceta przekonanego o swojej wyższości nad kobietami – i film konsekwentnie go za to ośmiesza. Rzeczywistość nieustannie weryfikuje jego przekonania: kobiety okazują się kompetentne i niezależne, a jego arogancja wychodzi na jaw jako zwykła głupota.
„Ich własna liga" (1992) to komediodramat osadzony w realiach powstania amerykańskiej żeńskiej ligi baseballu w 1943 roku. Szowinizm reprezentują tu mężczyźni, którzy z góry lekceważą kobiecy baseball – i systematycznie wychodzą na tym źle. Komizm płynie z absurdu: im bardziej próbują udowodnić swoją wyższość, tym bardziej się kompromitują wobec zawodniczek, które po prostu grają lepiej.
„Mój szofer" (1986) jest mniej znany, ale wart uwagi. Tytułowy bohater to kierowca limuzyny, który nie może pogodzić się z tym, że musi pracować dla kobiety. Każda sytuacja, w której mężczyzna staje twarzą w twarz z własnymi uprzedzeniami, kończy się serią zabawnych konfliktów. To schemat, który pojawia się w każdym z tych filmów: szowinista jako antybohater, którego przemiana – szybsza lub wolniejsza – stanowi oś całej historii.
Jaki stereotyp szowinisty dominuje w kinie
Dominującym stereotypem szowinisty w kinie jest mężczyzna o przerysowanej, wręcz karykaturalnej pewności siebie. Traktuje kobiety z pogardą, publicznie demonstruje swoją dominację i szczerze wierzy w wyższość własnej płci.
Ten typ postaci pojawia się w dwóch głównych wariantach.
- Pierwszy to klasyczna „świnia męska" – facet wymagający od kobiet służenia mu, publicznie lekceważący ich kompetencje i demonstrujący swoją wyższość w sposób tak przesadzony, że robi się po prostu śmieszny.
- Drugi wariant to mężczyzna, którego szowinizm zostaje wystawiony na próbę przez odwrócenie ról – czy to przez zamianę ciał, nagłe wylądowanie w środowisku zdominowanym przez kobiety, czy konfrontację z kimś, kto robi wszystko lepiej od niego.
W obu przypadkach humor bierze się z przepaści między wyobrażeniami bohatera a rzeczywistością.
Co tak naprawdę definiuje ten stereotyp? Brak autorefleksji. Szowinista w kinie nie analizuje własnych uprzedzeń – działa impulsywnie, kierując się wyuczonymi przekonaniami, których nigdy nie zakwestionował. Dopiero seria kompromitujących porażek zmusza go do przewartościowania wszystkiego.
Czy humor szowinistyczny w filmach bawi
Humor szowinistyczny w filmach może bawić, ale rzadko bawi wszystkich i rzadko w każdych okolicznościach. Wszystko zależy od kontekstu i intencji twórcy.
Mechanizm działa tak: szowinista zostaje przerysowany do granic absurdu. Śmiejemy się wtedy z niego samego i jego poglądów, a nie z ofiar jego zachowania. Gdy karykatura jest celowa i czytelna, widz reaguje śmiechem na głupotę i arogancję postaci – i właśnie to buduje krytyczny dystans do szowinizmu, a nie go utrwala.
Warunkiem jest jednak jednoznaczne zdystansowanie się twórcy od tego, co pokazuje. Bez tego humor przestaje być satyrą i staje się zwykłą obraźliwością. Weźmy „American Psycho" z 2000 roku – szowinizm głównego bohatera jest tak monstrualny, że przeradza się w groteskę. Widz nie utożsamia się z nim, tylko obserwuje jego degenerację z bezpiecznego dystansu. Podobnie działa „Switch: Trudno być kobietą" z 1991 roku, gdzie mężczyzna po zamianie ciał doświadcza na własnej skórze konsekwencji własnych uprzedzeń. Humor rodzi się tu ze zaskoczenia i przymusowej autokrytyki.
Problem zaczyna się wtedy, gdy szowinistyczne teksty nie mają żadnej ramy satyrycznej i służą wyłącznie jako tani żart. Widz może odebrać je jako cichą aprobatę dla takich postaw. Filmy, które celowo zacierają granicę między wyśmiewaniem a utrwalaniem stereotypu, ryzykują, że część publiczności zinterpretuje humor dosłownie. Inaczej radzi sobie z tym „Uciekająca panna młoda" z 1999 roku – szowinistyczne wypowiedzi bohaterów są tam równoważone przez silne, niezależne postacie kobiece, co nadaje całości kontekst krytyczny.
Humor szowinistyczny bawi więc wtedy, gdy karykatura jest wyrazista, a potępienie wyśmiewanych postaw – jednoznaczne. Widz śmieje się z szowinisty, a nie razem z nim. I ta różnica robi całą robotę.

